Szukaj Zaloguj
Nawigacja
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Kalendarz
Po Wt śr Cz Pi So Ni
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Aktualnie online
· Gości online: 2

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 39
· Najnowszy użytkownik: PatrycjaPaulina86
Odwiedź WwW.AnkurThakur.iN więcej na Addons
Ostatnie artykuły
· Opłaty członkowskie
· Nr konta opłaty klubowe
· Kandydaci na czarny pas
· Trening w Honbu Dojo
· Honbu Dojo - Otwarte
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

admin
23-06-2012 12:25
Witam wszystkich i zapraszam do wpisywania swoich opinii tutaj Smutek
Wywiad z Morio Higaonna sensei
Artykuły » Bydgoski Klub » Wywiad z Morio Higaonna sensei

Prezentowany poniżej wywiad z Morio Higaonna sensei, który najpierw był zamieszczony w 10 wydaniu czasopisma Dragon Times, został tu przedstawiony z myślą o korzyściach, jakie może przynieść światu Obrazy artykułów: dragontimes.jpgkarate oraz w szczególności jest adresowany do tych, którzy mogli być wprowadzeni w błąd ostatnimi kampaniami plotek, pomówień i dezinformacji, które postawiły sobie za cel zdyskredytowanie tego bardzo doświadczonego instruktora karate.

Nie można nie zauważyć faktu, że pomimo traktowania ich z należytą ironią w poważnych czasopismach poświęconych sztukom walki, plotki te ukazują się z monotonną wręcz regularnością Właściwie kampania ta nie jest prowadzona z zamiarem zdyskredytowania Morio Higaonny, lecz w celu zwrócenia uwagi opinii publicznej (interesującej się sztukami walki) na dużą liczbę mniej ważnych instruktorów poprzez łączenie ich nazwisk z Morio Higaonna sensei.

Już po opublikowaniu tego wywiadu Tetsuji Nakamura przeniósł się do Kanady, gdzie otworzył dojo IOGKF. Dragon Times zdobył legalne dokumenty, w których nie znaleziono potwierdzenia dla zarzutów wytaczanych przeciwko An'ichi Miyagi. Materiały te opublikujemy w przyszłym tygodniu wraz z nowym wywiadem z Higaonna sensei.

Obrazy artykułów: moriohigaonna.jpgDragon Times: Sensei, chciałbym zapytać Cię o niektóre słowa krytyki padające pod Twoim adresem oraz na temat Twojego nauczyciela An'ichi Miyagi. Dokładnie chodzi o fakt, że An'ichi sensei był zaledwie dzieckiem, kiedy trenował z Chojunem Miyagi Sensei, że nauczył się tylko części całego systemu oraz że jego charakter jest -powiedzmy - ułomny.

MORIO HIGAONNA: Gdyby nie fakt, że jest to bardzo śmieszne, to bardzo bym się tym rozłościł. To jest również bardzo ironiczne. Ludzie nie są w stanie pojąć, kiedy mówię, że moim nauczycielem jest mało znany An'ichi Miyagi. Są za to w stanie przyjąć oświadczenie jednego z moich byłych studentów, że jego nauczycielem był Chojun Miyagi, założyciel Goju-Ryu. l to mimo, że byłby on zaledwie niemowlęciem w chwili śmierci Chojuna Sensei. Ignorują prawdę akceptując w zamian takie niedorzeczności.

Tak naprawdę sprawa jest prosta. Kiedy jako szesnastoletni chłopiec, cały zdenerwowany z przejęcia (z pieniędzmi, które mama wcisnęła mi do ręki) po raz pierwszy poszedłem do ogrodowego dojo Chojuna Miyagi Sensei, Koshin Iha, student Chojuna Miyagi Sensei, oznajmił mi:" Jeżeli chcesz na poważnie trenować, to będzie cię uczył An'ichi Miyagi". Od tamtego czasu stałem się jego uczniem. Mam tylko jednego nauczyciela.

Z początku nie byłem szczególnie zachwycony An'ichi sensei. Pomimo, że jego ruchy były płynne i wyczuwało się w nich ogromną energię, bardziej zaimponowała mi „naga siła" młodszych uczniów, w szczególności Saburo Higa. Mogłeś wyczuć ruch powietrza, kiedy kopał i atakował rękami a także poczuć respekt przed budową jego

ciała, którą rozwinął trenując Sanchin. Ale to było tylko na początku - kiedy zrozumiałem Goju-Ryu Chojuna Miyagi Sensei, wtedy również zrozumiałem prawdziwe mistrzostwo An'ichi sensei.

Dragon Times: Przytaczano, że An'ichi sensei miał tylko dwadzieścia lat, kiedy zmarł Chojun Sensei. Chodzi o to, że był zbyt młody, by mógł wykształcić w sobie jakiekolwiek znaczące zdolności.

MORIO HIGAONNA: Ludzie, zanim zaczną coś mówić publicznie, powinni najpierw sprawdzić swoje informacje. Kiedy 8 października 1953 r. zmarł Chojun Sensei, Anlchi sensei miał w rzeczywistości dwadzieścia dwa lata; urodził się bowiem 9 lutego 1931 r. Okres, w którym kształtował swoją osobowość - od 1948 do 1953 roku - spędził na osobistych, intensywnych codziennych treningach z Chojunem Sensei. Przez pewne okresy czasu był jedynym uczniem Założyciela. Czy jest lepszy sposób, by uczyć się Goju-Ryu karate od pobierania nauk u samego założyciela stylu? Najpierw jako młody uczeń, a później poprzez spędzenie reszty życia na doprowadzaniu do perfekcji swoich umiejętności!

Dragon Times: Inni instruktorzy utrzymują, iż byli Twymi pierwszymi instruktorami. Jak odniesiesz się do tych rewelacji?

MORIO HIGAONNA: Dlaczego mieliby tak mówić? Ja wiem, kto mnie uczył i nawet teraz, kiedy potrzebuję sprawdzić moje kata, powracam do tego samego źródła, An'ichi Miyagi. Ja nie mam żadnych wątpliwości, więc dlaczego inni mieliby je mieć? Oczywiście, kiedy zaczynałem trenować karate, uczyli nas wszyscy sempai. Wtedy był to zupełnie inny trening, to było raczej jak przedłużone spotkanie rodzinne, starsi bracia pomagali młodszym, l jeżeli się uprzeć, można powiedzieć, że w takim sensie wszyscy mnie uczyli.

Dragon Times: Właściwie miałem nadzieję, że w odpowiedzi na to pytanie wspomnisz o treningach w Jundokan, po tym jak zamknięto ogrodowe dojo Chojuna Miyagi Sensei.

MORIO HIGAONNA: Wydaje mi się, jakby to było wczoraj, jak An'ichi sensei dzwoni do mnie do domu i prosi mnie, abym pomógł mu naprawić makiwarę w Jundokan dojo lub bym posprzątał dziedziniec oraz sprzęt do hojo undo. Bo właśnie w Jundokan An'ichi sensei naprawdę zaczął mnie szkolić. Wyjaśnił mi nawet najmniejszy aspekt karate dotyczący naszych metod, którego nauczył się od Założyciela, a ja byłem zafascynowany jego wiedzą Kiedy pomyślę o tych treningach, przebiega mnie dreszcz emocji i podniecenia. An'ichi sensei dawał z siebie wszystko podczas treningów i od nas oczekiwał tego samego. Niestety, doprowadziło to do sporu z Miyazato sensei, Miyazato sensei uważał, że An'ichi sensei był zbyt ostry a jego żelazna dyscyplina w połączeniu z fizycznymi wymaganiami, jakie stawiał uczniom, sprawią, że stracimy członków - a co za tym idzie przyszłe dochody.

Dragon Times: Zaryzykuję, że się powtórzę, czy mogę powiedzieć, że nikt inny nie był Twoim nauczycielem poza An'ichi sensei?

MORIO HIGAONNA: Właśnie tak. Jednakże prawdą jest również to, że inni oferowali mi różne rady od czasu do czasu, nawet teraz, kiedy już jestem starszy. Na przykład Miyazato sensei sprawdził moje Sanchin dwa albo trzy razy przez te wszystkie lata,

kiedy byłem w Jundokan, lecz moim nauczycielem był i nadal pozostaje An'ichi sensei. Muszę przyznać, że Miyazato sensei osobiście zawsze był dla mnie uprzejmy, ale miał zły nawyk mówienia niemiłych rzeczy o ludziach za ich plecami, co zawsze wprawiało mnie w zakłopotanie.

Było wiele powodów, by opuścić Jundokan. An'ichi Miyagi sensei nie okazywano takiego szacunku, na jaki zasługiwał. Także, kiedy Miyazato sensei chciał zmieniać drobne szczegóły w kata^An'ich'1 sensei protestował, z czego potem wynikały gorące i niemiłe dyskusje.

Nie lubiłem wywieszanej publicznie tablicy z nazwiskami tych, którzy nie zapłacili składek dojo. Uważałem to za poniżające. Później wyszła sprawa pożyczki zaciągniętej na budową Jundokanu. An'ichi sensei zapłacił swoimi pieniędzmi za budowę budynku Jundokan, żeby było jasne - to były jego własne pieniądze i nie oczekiwał żadnych zwrotów - niczego w zamian. Jednakże aktualne koszty za budynek były opłacane dzięki pożyczce zagwarantowanej przez Harno Kochi i to, jak rozumiem, nie zostało nigdy spłacone, co bardzo zezłościło An'ichi sensei. Odszedł, by zaciągnąć się do marynarki handlowej a w Jundokan wiele się dla mnie zmieniło, ale mimo to zostałem, przynajmniej na krótki czas.

Dragon Times: Czy stąd wzięło się oskarżenie, że An'ichi opuścił Okinawę, by nie musiał spłacać swoich długów?

MORIO HIGAONNA: Dokładnie! A tak naprawdę było odwrotnie. Wydał wiele własnych pieniędzy na Jundokan a później zaciągnął się do marynarki handlowej, by zarobić na przyzwoite życie - w tych czasach żyło się na Okinawie bardzo ciężko. Kiedy człowiekowi, który wysunął te zarzuty, że An'ichi sensei opuścił Okinawę, żeby uniknąć spłaty długów, przedstawiono prawdziwe fakty, zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek coś takiego mówił.

Dragon Times: Takie zarzuty stały się chyba częścią tradycji w środowisku karate na Okinawie. Przeciwnicy Gichina Funakoshi twierdzili - także nie mogąc poprzeć swych rewelacji wiarygodnymi dowodami - że opuścił on Okinawę w celu uniknięcia płacenia długów. Być może jest to nieuchronny wynik bycia wielkim mistrzem karate, zwłaszcza kiedy szkoli się uczniów zdobywających międzynarodową sławę.

MORIO HIGAONNA: Może pan mieć rację. An'ichi sensei powiedział mi, że Miyazato sensei był zły, kiedy usłyszał, że do mojego Yoyogi dojo (Tokio) uczęszcza wielu uczniów, ponieważ zakładał, że zarabiam przez to dużo pieniędzy. W rzeczywistości wszystkie składki szły dla właściciela dojo, a ja otrzymywałem tylko nieduże wynagrodzenie i miejsce do spania. Pensja wypłacana była tylko za te dni, kiedy uczyłem i kiedy np. poszedłem na gasshuku, nie dostawałem żadnych pieniędzy.

Nie zdawałem sobie sprawy z tego, na czym polegał problem - dotyczący pieniędzy, czy czegokolwiek w ogóle, aż do lipca 1981 r., kiedy to Ryosei Aragaki poprosił mnie, bym wrócił do Jundokanu. Powiedziałem mu, że już podjąłem decyzję i nie zmienię jej. Później, w sierpniu 1981 r. podczas zawodów w Osace, zostałem zaproszony na zebranie i ku memu zdziwieniu był tam Miyazato sensei. Narzekał, że kiedy wróciłem do domu na Okinawie, nigdy nie przyszedłem, aby się z nim zobaczyć. Nie rozumiałem, o czym on mówił, ponieważ nie miałem żadnego powodu, by się z nim spotykać. Chociaż sam szanowałem go jako studenta Chojuna Miyagi Sensei, nie był

on nigdy żadnym moim nauczycielem, a zatem nie wiedziałem, co mam uczynić w tych okolicznościach. Pan Arimoto, który także był na zebraniu, powiedział, że powinienem przeprosić Miyazato sensei, co też uczyniłem i nie myślałem już o tym więcej.

Dragon Times: Kolejnym zarzutem jest to, iż nie masz dojo w Japonii ani na Okinawie i że jesteś tam nieznany.

MORIO HIGAONNA: Nie wiem, jak i skąd się biorą takie opowieści. Moje dojo istnieje nieprzerwanie od początku. Tetsuji Nakamura, który był moim asystentem w USA, prowadzi nasze dojo w Shinjuku, ruchliwej dzielnicy Tokio, a ja - jak się właśnie składa - jutro wyjeżdżam na gasshuku do Japonii. Mokishi dojo stało się szczególnie dobrze znane dzięki Brytyjskiej Korporacji Radiowej (BBC), która w 1982 r. nakręciła film dokumentalny o karate z Okinawy.

Dragon Times: Właśnie dlatego zadałem Ci to pytanie. Widziałem ten film dokumentalny w BBC i pomimo Twojej skromności zajmował się on bardziej Twoim karate niż czymkolwiek innym. Narratorem był Dennis Waterman, co świadczyło o tym, że BBC musiało wydać dużo pieniędzy na ten pokaz i pamiętam, że większość ujęć kręcona byłą w Mokishi dojo i na przyległych do niego terenach.

Właściwie Twoje dojo wydaje się być tak dobrze znane na Okinawie, że pewien brytyjski karateka, który przyjechał tam trenować, napisał o nim w magazynie „Międzynarodowe Sztuki Walki". Powiedział, że po wyjaśnieniu swego celu podróży, kiedy zapytał, w jaki sposób może dostać się do dojo Higaonny, został wsadzony do taksówki przez urzędników, którzy sprawdzali jego wizę, z nakazem dla kierowcy, by jechał do Mokishi dojo.

MORIO HIGAONNA: Ja także widziałem ten artykuł i myślę, że był troszkę przesadzony. Przemawiał w nim entuzjazm młodości.

Dragon Times: Chciałbym przejść do raczej kontrowersyjnego tematu stopni dań. Wiem, że na pewno masz wyrobione na ten temat swoje zdanie, jednak publicznie niewiele o tym mówisz. Czy możemy poznać Twoją opinię?

MORIO HIGAONNA: Stopnie dań stały się ważne tylko dlatego, że sprawiają wiele problemów. Chojun Miyagi Sensei odmówił przyznawania stopni dań a sztuki walki nigdy ich nie miały aż do czasu, gdy zostały przyjęte przez judo. Trzeciego dana przyznał mi Miyazato sensei na moim pierwszym egzaminie, kiedy właściwie zaledwie przestałem być dzieckiem i tak naprawdę nie miało to dla mnie znaczenia - ani wtedy ani teraz, Nigdy nie nosiłem pasa.

Zgadzam się, że dla uczniów są one sposobem miary ich postępów w karate, ale za wysoką ceną. Powodują niezadowolenie, prowadzą do sprzeczek oraz zbyt dużej dumy (zbyt dużego samozachwytu), co jest sprzeczne z ideą, jaką powinny rozwijać sztuki walki. Każdy ma inne wartości, nieuchronnie istnieją różnice poziomów pomiędzy uczniami z różnych dojo, nawet kiedy mają takie same stopnie i wtedy zaczyna się polityka. Osobiście uważam, że powinny istnieć jedynie pasy czarne i białe a ludzie powinni skoncentrować się na treningach a nie na zdobywaniu stopni.

Dragon Times:: Pozostając przy temacie treningu, czy mógłbyś opowiedzieć na o swoich treningach?

MORIO HIGAONNA: Cieszy mnie fakt, że moje treningi pozostają praktycznie niezmienione przez lata. Ostatnio zacząłem studiować medytację z Sakiyama sensei, który jest znanym kapłanem zeń. Codziennie biegam, ćwiczę hojo undo, kata, a także medytację. Ponieważ moja rodzina mnie wspiera, zresztą jak zawsze, mogę trenować przynajmniej sześć godzin dziennie.

Oczywiście należy pamiętać, że trening fizyczny jest jedynie przejściem do mistrzostwa umysłu. Dlatego właśnie poprzez trening musisz dążyć do osiągnięcia prawdziwej pokory. Jeśli do niej nie dojdziesz, wtedy jest bardzo trudno lub będzie to nawet niemożliwe, aby wznieść się ponad czystą fizyczność, ponieważ twój umysł będzie zawsze zachmurzony przez myśli dotyczące rzeczy materialnych, dumę czy pogardę dla innych oraz przez podobne negatywne uczucia.

Dobre karate czyni dobrych ludzi i dlatego czuję się odpowiedzialny za to, aby przekazać nauki, jakie dostałem od swojego nauczyciela An'ichi Miyagi, które pomogą innym stać się lepszymi karatekami. Ponieważ bardzo dużo uczę, czuję się odpowiedzialny za to, by trenować najciężej jak potrafię, by przekazać moją wiedzę w możliwie najczystszej formie. Jeśli nie trenujesz ciężko, nie powinieneś uczyć!

Dragon Times: Na koniec, wszyscy słyszeliśmy o zaakceptowaniu Goju-Ryu jako starożytnej sztuki walki przez Nihon Ko Budo Kyo Kai. W jaki sposób to nastąpiło i co to oznacza?

MORIO HIGAONNA: Tak naprawdę nie ważne jest, jak to się stało, ważne, że się stało. Komitet Ko Budo Kyo Kai zaakceptował jednogłośnie w jawnym głosowaniu fakt, iż Goju-Ryu Kanryo Higaonny oraz Chojuna Miyagi jest prawdziwą i starożytną sztuką walki oraz, że ona i jej historia została obecnie poprawnie określona jako budo a nie jako sport. Jesteśmy zadowoleni z tego faktu, ponieważ w jak najbardziej stosowny sposób odzwierciedla on pracę naszych założycieli.

Dragon Times: Jeszcze ostatnie pytanie dotyczące przyszłości: Czy jest jeszcze coś, o czym powinniśmy wiedzieć?

MORIO HIGAONNA: Jeśli wszystko dobrze pójdzie, ukaże się moja książka, która zostanie wydana w Japonii przy współpracy mojego amerykańskiego wydawcy. Jak zapewne wiesz, właśnie ukończyłem serię filmów video „Goju Ryu Technical". Mimo, iż ciągle jestem zajęty, nadal czuję, że zaledwie zacząłem robić to, co sobie zaplanowałem.

Post scriptum

Pragnąłbym, żeby każdy, kto ma najmniejsze nawet wątpliwości, co do zdolności, wiedzy, charakteru lub etyki Higaonny sensei, odbył z nim trening i w oparciu w własne doświadczenie zadecydował na jego podstawie, co jest prawdą a co nią nie jest.

O Morio Higaonna wypowiedział się Don Draeger, że Jest najniebezpieczniejszym człowiekiem w Japonii w walce realnej". Terry O'Neil, sławny europejski mistrz karate Shotokan (kata i kumite), nazwał Higaonnę „najbardziej klasycznym mistrzem karate".

Harry Cook, zapytany, kto wg niego jest największym artystą sztuk walki, odpowiedział: „z japońskich mistrzów na pewno jest nim Morio Higaonna sensei. Jego podstawowe techniki są pełne potężnej mocy, kata doskonałe oraz potrafi pokazać wiele bunkai dla wszystkich kata. Nie ma wątpliwości, co do jego zdolności bojowych a oglądanie go w akcji jest ekscytujące. Zazwyczaj oglądaliśmy go, gdy miał pokazy w Tokio i zawsze cieszyłem się, że nie jestem jego partnerem podczas walki. Jest również bardzo dobry w stosowaniu chwytów; kiedy podejdzie bliżej - masz problem".

Moja ocena - poza karate. Kiedy człowiek leci tysiące kilometrów tylko po to, by zrobić mały pokaz, musi być przekonywany, żeby zechciał wsiąść do limuzyny, przysłanej po niego na lotnisko, gdzie czekał w kolejce na autobus, a następnie odmawia odebrania wynagrodzenia tłumacząc się, że „to było tylko dla przyjaciół" - to takim właśnie człowiekiem jest Morio Higaonna!


Podziel się z innymi: Facebook Google Tweet This
Facebook - Lubię To:


Wygenerowano w sekund: 0.47 - 132 zapytań MySQL 5,535,451 unikalne wizyty